Rano na dworcu kolejowym, w informacji turystycznej, kupujemy całodzienne bilety, na których możemy jeździć wszystkimi środkami transportu – autobusy, kolej a nawet vaporetto (tramwaj wodny).
Z dworca kolejowego położonego na stałym lądzie, jedziemy autobusem nr 2 do właściwej Wenecji, czyli tej położonej na bagnistych wyspach Morza Adriatyckiego. Cała Wenecja liczy ok. 250 tys. mieszkańców (zupełnie jak Gdynia), z tym że absolutna większość zamieszkuje Mestre – lądową część miasta. Historyczna część położona na wyspach liczy tylko 50 tyś. tubylców i to właśnie ona jest tym, co sobie wszyscy wyobrażają, gdy myślą o Wenecji – miastem kanałów.
W biurze informacji turystycznej dostaliśmy mapę z wytyczonymi szlakami, które biegną przez najważniejsze miejsca. Za jednym zamachem pokonujemy trasę wytyczoną na dwa dni zwiedzania. Zaczynamy być coraz lepsi w ekspresowym poznawaniu miast.
Od Chamonix moi współtowarzysze marudzą, że wstyd ze mną pokazywać się na mieście. Nie spodobały im się moje pomarańczowe spodnie Sidbada Żeglarza! W Wenecji spotykamy dziewczynę, która ma spodnie tego samego typu co ja. Może trochę mniej oryginalny kolor, bo zielone, ale i tak mam dowód, że to ja mam wyrafinowany gust! Po prostu trzeba mieć odwagę, żeby tworzyć nowatorskie trendy w modzie włoskiej!
W jeden dzień zobaczyliśmy praktycznie wszystko co ciekawe i co trzeba zobaczyć, a nawet był czas skorzystać z tamtejszych restauracji i kawiarni. Fantastyczne są wąskie uliczki wśród starych kamienic. Warto czasami odbić z utartego szlaku, lub po prostu się zgubić, jak to było w naszym przypadku, żeby z dala od tłumów turystów napawać się klimatem tego miejsca. Turystyczny zgiełk jest chyba największym problemem w poznaniu wytwornego charakteru Wenecji. Wszędzie przewalają się tabuny zwiedzających. Ramię w ramię, plecy za plecami. Czasami można w takim korku przejść obok jakiegoś fantastycznego zabytku, nie zdając sobie z tego sprawy. Nie wiem jak można sądzić, że jest to romantyczne miasto. Restauracyjny stolik, przy którym przechodzi kilkaset osób na godzinę, a może rejs gondolą, obok której przepływa wielki, grecki prom? Może kogoś kręci taka atmosfera…
Wieczorem wyjeżdżamy z Wenecji i kierujemy się na Północ – Austria, Niemcy, a może Czechy? Wybór padł na Norymbergię. Kiedy się budzę jesteśmy już pod granicą Polską… a gdzie Norymbergia? Czy oni robią to specjalnie?